PIOTR DURAK: "Będę pracował dla polskiej kultury. Nieważne, czy będą mnie za to nagradzać, czy skażą na zapomnienie" [WYWIAD] 

  • 07.12.2019, 07:20
  • ms

Podziel się:

Oceń:

Dziś pracujesz jako nauczyciel. Co tutaj jest Twoim największym wyzwaniem?

Zawód nauczyciela to moja pasja i wyuczony zawód. Mówi się, że gdy człowiek robi w życiu to co kocha, to właściwie nie pracuje. I ja tak mam – lubię prowadzić lekcje, wówczas nie czuję, jakbym pracował. Pracuję za to ciężko w domu, gdy muszę poprawiać sprawdziany, wypracowania, kartkówki i sporządzać dokumentację pedagogiczną – codziennie jest coś. Wyzwaniem było po kilku latach pracy w Korso wrócić do zawodu nauczyciela. Okazało się, że przez niemal 4 lata młodzież bardzo się zmieniła. Rozwój internetu i mediów społecznościowych sprawił, że w ciągu kilku lat zmieniły się pasje, priorytety młodych ludzi, ich słownictwo. Czasem ciężko za tym nadążyć. Ale na szczęście w odróżnieniu od niektórych nauczycieli nie mam w klasie żadnych problemów z dyscypliną. Młodzież mnie słucha, chyba trochę się mnie boi? Oglądają moje zdjęcia w internecie, czytają niektóre moje teksty, mają dostęp do informacji o mnie na Wikipedii i w innych źródłach i są chyba nieco zdziwieni, że ich nauczyciel-polonista nie do końca wpisuje się w stereotypy belfra, siedzącego w książkach. Ale z tego wynika kolejne wyzwanie: czasami proszą mnie, bym opowiedział im o jakiejś swojej przygodzie, a mnie zdarza się ulegać. Lubię młodzież i ta sympatia wraca z wzajemnością. Uważam, że uczniowie uczą się tego przedmiotu, którego nauczyciela lubią i szanują. I to się sprawdza.

Porozmawiajmy o pasji, drodze życiowej, wyborach... Co jest dla Ciebie ważniejsze. Sztuka szeroko rozumiana i jej tworzenie - w Twoim przypadku poezja, proza, fotografia czy nauczanie młodych ludzi?

To trudne pytanie, bo już Mickiewicz zauważył, że ciężko jest pogodzić jedno z drugim. Ale muszę zaznaczyć jedno: nie żyję ze sztuki. Nie jestem twórcą etatowym, nie służę kulturze popularnej. Czasem na sztuce zarabiam, zdarzyło się, że nieźle. Ale w dobie kultury masowej nie zamierzam tworzyć ze sztuki mojego źródła utrzymania, przerzucać się z literatury pięknej i trudnych tematów społecznych na beletrystykę. Chyba bym nawet nie umiał. Traktuję pisanie i sztukę jako pasję, zawsze najważniejszy był dla mnie mocny przekaz, wywoływanie wzruszeń, emocji. Ciężko jest żyć ze sztuki i pozostać sobą, całkowicie nie podlegać nikomu, nie słuchać nikogo. Ale ponieważ muszę posiadać jakiś stały dochód, bo mam dwie córeczki na utrzymaniu, pracuję w szkole. Jedno i drugie jest dla mnie bardzo ważne, sztuka i pasje dają mi energię do pracy z młodzieżą i do życia. Wszystko wzajemnie się napędza.

Co z podróżowaniem? Gdzie znalazłoby się w hierarchii tego, co dla Ciebie w życiu najważniejsze?

Jestem typem człowieka uzależnionego od podróży i adrenaliny. Mogę siedzieć w domu miesiąc, dwa, ale potem zaczynam popadać w depresję, melancholię, tęsknić. Nie jestem wymagający i chyba żaden ze mnie podróżnik, bo nie ciągnie mnie do egzotyki typu daleka Azja, dzika Afryka, czy inne kontynenty. Wystarczy mi spływ na pontonie Wisłą i kilka samotnych nocy na wyspach, pod gołym niebem, albo kilka dni i nocy w opuszczonych kopalniach, gdzie czas się nie liczy. Nazywam to mikrowyprawy, bo przygodę można przeżyć nawet niedaleko od domu, nocując choćby w „nawiedzonym” lesie na Biesiadce. Moje podróże są specyficzne, bardzo niskobudżetowe, owszem objechałem jakieś 30 krajów, ale wydając na to ułamek tego, co cywilizowany człowiek. Praktycznie nigdy nie nocuję w hotelach, nawet przy wielkich mrozach lubię spać w namiocie, nie stołuję się też w restauracjach, gotuję sam na przenośnej kuchence. W zasadzie jedynym kosztem pozostaje paliwo i to zwykle do podziału na kilka osób. I tak np. 9 dni we Włoszech w minionym roku i objechanie niemal całego tego kraju wraz z dojazdem na miejsce wyniosło mnie około 500 zł. Autostopem oczywiście byłoby jeszcze taniej, znam podobnych szaleńców, ale tu wchodzi inna kwestia – mam specyficzne cele moich podróży – są to zwykle miejsca opuszczone przez człowieka, zrujnowane, które kiedyś tętniły życiem, a dziś są martwe i ciche. Fascynują mnie ich historie i to, jak natura bierze w nich górę nad cywilizacją. Ciężko do nich dotrzeć bez własnego środka lokomocji. Te podróże pozwalają mi z jednej strony zupełnie odciąć się od codzienności, z drugiej dają mnóstwo inspiracji literackich i refleksji.

ms

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe